środa, 30 października 2013

Świąteczne przygotowania


Zatytułowałam posta "Świąteczne przygotowania"  i miałam  skupić się jedynie na bombkach, ale wcześniej zajrzałam na blogi Jaskółki, a tam - muzyczne świeczki w imię pamięci o zmarłych - piękne. Do tego święta, również poczyniłam przygotowania. To trudny temat i omijam go, ale nie omijam chryzantem, od zawsze uwielbiam ich zapach i nie rozumiem dlaczego u nas, uważa się za niestosowne obdarowywanie nimi. Przecież są takie piękne i pięknie pachną.

Boże Narodzenie, prywatnie... nostalgicznie, w zadumie o nieobecnych. Kwiatki i bombki robię po to, by innym, było radośnie i ciepło na sercu. Będą więc wesołe, kolorowe i trochę kiczowate, jak cała idea choinki, ale przecież o to chodzi:)) 

W oczekiwaniu na przesyłkę z bombkami, zrobiłam już cały ogródek:)

z tym niebieskim.... oj poniosła mnie fantazja, jak dzikiego konia po stepie :)))
 

wymyśliłam sobie bombkę z przebiśniegami, czy będzie taka jak sobie wyobrażam? nie wiem. Przebiśniegi wyglądają tak...

Miałam dzisiaj okazję zapoznać się, jak się okazało, z nową usługą Poczty Polskiej. Otóż w południe zaskoczył mnie sms z informacją od Poczty, ze w dniu dzisiejszym zostanie mi dostarczona przesyłka nr......,
a gdyby mnie(adresata nie było w domu), będzie do odbioru w oddziale poczty. Zdumiałam się! Mówili prawdę, przed godz. 20.00 otrzymałam paczkę z bombkami. Od jutra, zaczynam upychać kwiatki w bombki:)))

niedziela, 27 października 2013

U mnie też przygotowania do świąt

Jak ten czas szybko leci:)), zdałam sobie sprawę, że od sierpnia nie zrobiłam żadnego nowego ganutella:)). Ciągle było coś ważniejszego, np. stwierdziłam, że wnusia potrzebuje sweterka- bezrękawnika. Miał być rozpinany, mięciutki i kolorowy:)). Obeszłam znane mi sklepy z dziecięcymi ciuszkami i... nic, nigdzie nie znalazłam, ale jak wymyśliłam, nie było przeproś:)), sama zabrałam się do pracy.  Nie jest to arcydzieło sztuki dziewiarskiej, ale dziecku się podoba i to najważniejsze, sama wybrała kolor włóczki :))


Mam nadzieję, że w najbliższym czasie, nic nie będzie odciągało mnie, od ulubionego zajęcia. Chyba, że nowe zamówienie od wnuczki:)))

Podglądam blogi i prawie wszędzie świąteczne motywy. U mnie też powoli zaczyna być zimowo i świątecznie.  Od czasu, kiedy zaczęła się moja przygoda z Ganutell, zrobiłam wiele świątecznych stroików i bombek, ale sama nie mam żadnej. Postanowiłam, że tegoroczne będą moje. Może oddam kilka na prezenty:))  Bombki akrylowe  zamówiłam i czekam na przesyłkę. Pierwsze kwiatki do bombek już gotowe. Na razie najbardziej podoba mi się ten pierwszy, wygląda jak oszroniony:)





poniedziałek, 21 października 2013

Koniec podróży

Troszkę długo milczałam, przepraszam. Przygniotły mnie sprawy do załatwienia:)) już mam to "z głowy" i obiecana dalsza część relacji z podróży. 
Każda podróż kiedyś się kończy, moja prawie też. Prawie, bo dałam się namówić mojej znajomej na wizytę u nich w Dniepropietrowsku. Wyjazd z Łaspi, był nie lada przygodą. Aby dostać się do przystanku autobusowego, trzeba pokonać  3 km, w tym celu moja znajoma zorganizowała nam transport. Przyznaję, to, co zobaczyłam, wprawiło mnie, delikatnie to ujmę: w lekką konsternację:)) Może lepiej, że nie widziałam swojej miny:)) Największy ubaw, miał oczywiście właściciel pojazdu, prywatnie emerytowany kapitan floty czarnomorskiej. Ten pojazd to, podobno jego hobby i duma. Specjalnie nim przyjechał, aby wprawić mnie w osłupienie - udało mu się. Do ostatniej chwili miałam wątpliwości, czy to na pewno jeździ i, czy da radę pod  górę. 



 Pojazd sprawiał się nad wyraz dobrze i bez problemu dojechaliśmy do przystanku autobusowego.

 Ostatni rzut oka, bo autobus nadjeżdża

 Jesteśmy na dworcu w Sewastopolu. Otoczenie dworca, nie należy do najpiękniejszych, w oddali jakiś pałacyk, niestety nie mamy czasu na zwiedzanie.

Tym razem jadę pociągiem o najniższym standardzie i najtańszym:))
Jest to wagon bez przedziałów, z miejscami do spania. Pod siedzeniami są miejsca na bagaże(podniesione kanapy), na górnych półkach, poskładane materace i poduszki i koce, a od obsługi wagonu, dostaje się zafoliowaną pościel. Taki wagon ma 40 miejsc do spania i możecie sobie wyobrazić, jaki zapach ma powietrze w wagonie, po całonocnej podróży:)))). Na szczęście spędziłam w nim tylko kilka godzin:)
W każdym z  pociągów, niezależnie od klasy, zauważyłam prawidłowość: pierwszą czynnością, wykonywaną przez podróżnych, jest zmiana odzieży na coś wygodniejszego tj. dres, często kapcie i zaczyna się "mieszkać", zamawia się kawę, herbatę, (nigdzie nie spotkałam się z piciem alkoholu w pociągu), rozmawia ze współpasażerami. Tak, tak w przeciwieństwie do naszych pociągów, tam ludzie rozmawiają ze sobą . U nas najczęściej albo się czyta albo milczy:)). 

Coś pięknego! pociągowy samowar!
Chcąc uniknąć ewentualnych nieprzyjemności, zapytałam obsługi, czy mogę zrobić zdjęcie. Konduktor poprosił, bym chwilę poczekała, to on podłoży drewna, by  lepiej się rozpaliło, to zdjęcie będzie efektowniejsze. Co więcej zaproponował swoją obecność na zdjęciu, prosił jedynie,  żeby bez twarzy. Plecy też ma niczego sobie:)). 


Widok portu z okna pociągu. Te statki nie wyglądają na pasażerskie:))



 Z żalem żegnam krymski krajobraz. Jak wyjeżdżaliśmy zaczął padać deszcz, góry zrobiły się zamglone i jakby nierzeczywiste.  

 Ten widok, kojarzy mi się z obrazami Gierymskiego:)
 
 Na Krymie, to częsty widok, gdzie się da, powstają nowe domy,

Mijamy okolice Morza Azowskiego. Płasko, jak okiem sięgnąć.  Teraz jest woda, jak ma się więcej szczęścia, to zamiast wody aż po horyzont widać tylko biel...  sól po odparowana wody morskiej.

 Dojechałam do Dniepropietrowska i będę tu kilka dni.  Dworzec
W centrum, takie ładne kamieniczki, niestety bardzo zdewastowane.
 Obrazki ze spacerów po mieście.
 Hala bazaru, a wewnątrz mydło i powidło ale tylko artykuły spożywcze.

Mam tu swój ulubiony dział. Stoiska z sałatkami. Jest tu wszystko, marchewka bakłażany, małże, wodorosty, coś, czego nie potrafię nazwać, a wszystko kolorowe i w pysznym sosie:). 

 To coś białe (nie mam pojęcia, co.., na pewno morskie), sprzedawczyni nazywała to po rosyjski - koral ale nie wiem, jak nazwać to po polsku. W każdym razie było pyszne, delikatne, miękkie a jednocześnie chrupiące. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie próbowałam.

Tu sałatka z białej kapusty,ale jaka śliczna:)
 

Uwielbiam ten widok, arbuzy mogłabym jeść pięć razy dziennie.
 Typowy widok, zaniedbane blokowiska i bazary gdzie się da.
Tego zazdroszczę mojej znajomej. Klimatu w którym bakłażany rosną bez specjalnej opieki. 
 

To nie jest zwykła cebula, to tzw. Krymka. Specjalna odmiana cebuli rosnąca tylko w określonym rejonie Krymu. Jest łagodna i słodka, można ją jeść prawie, jak jabłka. Ta odmiana cebuli jest dwa razy droższa, niż pozostałe. Trzeba uważać, bo sprzedają zwykłą, oszukując, że Krymka.


Łaziłam po mieście i nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała miejscowych potraw:))
"вареники с вишнями" -pierogi z wiśniami (mniam mniam....)



Сырнички - coś w rodzaju racuchów z dużą ilością sera zamiast mąki i kwas chlebowy 
 

A tu, potrawa zdecydowanie nie miejscowa, bo gruzińska, ale nie oparłam się. Chaczapuri - mogę jeść codziennie:))


To, taki smakowity koniec mojej podróży. Oczywiście wróciłam z przepisami na te i inne specjały, w tym specjały kuchni tatarskiej, w końcu Krym to Tatarzy. 

Dziękuję, wszystkim czytelnikom, za towarzyszenie w mojej przygodzie:)  Było fajnie, ale czas wrócić do codzienności.









czwartek, 10 października 2013

Spacer nad brzegiem morza

Góry są tu porośnięte jałowcowymi drzewami, cyprysami i jakimiś karłowatymi dębami. Tu jedna z odmian jałowca.


Pierwszego dnia odpoczywaliśmy po podróży. Później, większość czasu spędziłam na chodzeniu i oglądaniu. Bezczynne leżenie na plaży, w moim przypadku nie wchodzi w grę, po 15 minutach jestem totalnie znudzona:)) 

Daleko, białe budynki, to obiekty sanatoryjne, obok których znajdują się nasze dziwne domki. W głębi majaczą jeszcze jakieś ślady cywilizacji. Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, co tam jest.

Teren sanatorium. Zdjęć niewiele, bo nie będąc ani dzieckiem ani młodzieżą sanatoryjną:)) w ogóle nie powinnam tu być:)) podobnie, jak większość osób z zielonych domków:)). W tym kraju wszystko jest możliwe.  


Kiedyś z pewnością było tu pięknie, teraz już tylko ślady dawnej świetności.

Potem spacer przed siebie.  Za punkt orientacyjny, że idę w dobrym kierunku, służy mi ta góra.

W pewnym momencie sanatoryjna alejka skończyła się, dalej prowadzi wydeptana ścieżka. Jak ktoś tędy chodzi, to ścieżka gdzieś mnie doprowadzi - idę....

To moje ulubione widoki - jałowcowe drzewa. 






Cała ziemia w lesie, usłana jagodami jałowca. Idzie się po nich , rozgniata i zapach jest obezwładniający. 




Wszyscy mnie ostrzegali, że na samotnych spacerach, nie powinnam afiszować się z aparatem. 
Sama wiem, że to niezbyt rozsądne, ale kto rozsądny decyduje się na taką wyprawę samotnie? 
Na wszelki wypadek , postanowiłam nie kusić złego ponad miarę i aparat nosiłam w plecaku. Było to trochę
uciążliwe, bo za każdym razem, jak chciałam coś sfotografować, musiałam zdjąć plecak, rozejrzeć się, czy ktoś na mnie nie czyha:))) wyjąc aparat, zrobić zdjęcie, a potem w odwrotnej kolejności:)) Czasem jeszcze trzeba było wracać po plecak - jak tu...




Szłam tą ścieżką i szłam, i kiedy już prawie zdecydowałam, że powinnam zawrócić, ponieważ poczułam się nieswojo, pusto wokół i jakoś tak strasznie:). Doszłam do dziury w płocie. Każdy wie, że dziura w płocie jest bardzo intrygująca i trzeba sprawdzić, co jest dalej. Postąpiłam, jak każdy. Przez dziurę w płocie wyszłam na drogę.....
Rozejrzałam się, czy lepiej w górę...., 
 
czy lepiej w dół. Poszłam w dół, za szumem morza.
Po drodze, kilka dzikich obozowisk, jak np. to: 

Okazuje się, że są też możliwości wynajęcia domku w lesie:)) Gdyby ktoś chciał, proszę bardzo, podaję telefony:))

Spodziewałam się że droga doprowadzi mnie jakieś plaży, ale wieżowca na brzegu morza to się nie spodziewałam! No dobra, jest wieżowiec, idę obejrzeć. 
Za każdym zakrętem, to cudo wyglądało inaczej, zastanawiałam się, czy to jeden dom, czy całe osiedle.




 Okazało się, że to jeden ogromny budynek, ale jego bryła jest zdumiewająca
 
Trochę z obawą, czy  ochrona mnie nie pogoni,  zaryzykowałam wejście na taras widokowy. Nie pogonili:))  Zaręczam, że oprócz sztucznej trawy na tarasie (te kółka to lampy), wszystkie ścieżki wokół budynku również są wyłożone sztuczną trawą. Poza tym, donice z kwiatami, palmy itp. luksus aż kapie....( zdjęć nie ma, musicie uwierzyć na słowo)

Pod tym niebieskim daszkiem można było coś zjeść, napić się kawy albo alkoholu i tylko tutaj, przez całe 10 dni mojego pobytu  widziałam jedną osobę mocno nietrzeźwą. 

Zeszłam na plażę i spojrzałam na budynek z drugiej strony, kolejne zaskoczenie...
 


Budynek od strony morza przypomina wielki statek pasażerski. Nie wiem, czy mi się podoba, nie mam zdania. Z tego, co mi mówiono, cena mieszkań w tym czymś,  liczy się w setkach tysięcy dolarów. 

Zdecydowanie wolę oglądać wodę i skały, niż dzieło szalonego architekta:))

 





Niestety dalej, nie dało się przejść, chociaż gdybym się uparła, kto wie?  Jednak zwyciężył rozsądek. Okolica wyglądała na całkiem dziką i wolałam nie zapuszczać się tam samotnie. Tą samą drogą, po skałach, przez las i dziurę w płocie wróciłam do naszych dzikich domków. 
Jak nie dało się w jedną stronę, to trzeba iść w drugą:))  Kamienistą plażą wzdłuż brzegu, 


Kamyki, niektóre w sam raz na kaboszony.Moje myśli w tym momencie poleciały do znanych mi z bloga, koralikujących pań:)) Nie oparłam się i jak każdy rasowy:)))) turysta, nazbierałam pasiastych kamyków. 




poszłam, tak daleko, jak się dało, a po drodze....

co jakiś czas, spotykam turystów, rozbijających namioty na wąskim pasku plaży. Ptaki o dziwo, wcale nie wykazywały niepokoju i pozwalały się onserwować,




a ten był wręcz bezczelny . Z zapartym tchem obserwowałam jego poczynania.










tu, trzeba wejść do wody, bo inaczej nie ominę tych skał...

za skałami, kolejne skały i.... mini plaża nudystów. Oni nie uciekali na mój widok, ja nie uciekałam na ich widok:))




dalej plażą już się nie da, trzeba wejść na górę


wszędzie sieć ścieżek, które wybrać? w prawo, w lewo?
poszłam w prawo, lewa ścieżka była tuż nad urwiskiem, nie zaryzykowałam i dobrze zrobiłam, bo po chwili doszłam  do pięknego miejsca widokowego.

Białe budynki, majaczące w oddali, to okolice naszej bazy.

Jałowcowe drzewa, rosną tuż nad urwiskiem.



Przytrzymam się gałęzi i zerknę w dół








zaryzykowałam, spojrzenie w dół i niespodzianka!


nie będę im przeszkadzać, lepiej pogapię się na morze i ptasią skałę:)))

 Już wcześniej zauważyłam, ptasią skałę, ale stąd, lepiej widać:)






Wracałam nieco inną ścieżką, pilnując, by nie oddalić się zbytnio od morza.
Okazuje się, że nasze domki, nie są jedyne. Wszystko wskazuje na, że jest to siedziba całoroczna (anteny telewizyjne).

 W lesie, co chwila natykałam się na przykłady bytności współczesnych jaskiniowców:)))

ta butelka, to umywalka, jak lekko odkręci się korek, woda leci jak z kranu, jestem pełna podziwu dla ludzkiej pomysłowości:)))
 
tu nie można zginąć, można się umyć, można skorzystać z grilla:))



Bardzo ciekawe drzewo nazywane "бесстыдница" -( bezwstydnica) pewno z tego powodu, że wygląda, jakby było obdarte z kory - gołe:))

 

 

 to znajomy widok, jestem prawie w naszym obozowisku:))

 
 i nagle zauważyłam, że i tutaj zawitała jesień,

czas wracać do domu. 

Powrót, to kolejna niespodzianka. Takim samochodem w życiu nie jechałam i po raz drugi chyba nie będzie mi dane.  Czy ktoś pamięta rosyjski film pt. "Siedemnaście mgnień wiosny"  tam były takie pojazdy....cdn.