środa, 11 lipca 2012

W kolorze błękitu

 Na zewnątrz zbyt gorąco, by oddawać się ogrodowym przyjemniościom. Siedzę w chłodzie czterech ścian i dłubię sobie :). 
Srebrny drucik, jedwabna nić, turkusowa sieczka, miedziany drut,
trochę cierpliwości i sprawne ręce. 
Z tych elementów ma wyjść opaska na włosy z błękitnym kwiatem.
Co z tego wyjdzie, pokażę później.


"Kwiaty we włosach potargał wiatr,
Po co więc wracasz do tamtych lat?
Zgubionych dni nie znajdziesz już,
Choć przejdziesz świat i wszerz i wzdłuż......."
Ach!  Czerwone Gitary i Krzysztof Klenczon, pięknie to wykonywali. 
Może jednak warto wracać do wspomnień?

poniedziałek, 9 lipca 2012

Moje pogranicze - świt

Pomyślałam, że prócz pokazywania mojej pasji tj. ganutell, powinnam się Wam jakoś przedstawić.
Trudno mi wyjść poza sztampowe: to lubię, to mnie denerwuje itd.. Pomyślałam, że uniknę pisania frazesów, jak opowiem o sobie przy pomocy obrazów miejsc, z którymi jestem związana, lub takich, które wywierają na mnie wrażenie. Jestem przekonana, że to jacy jesteśmy, w dużej mierze, zależy od tego skąd pochodzimy, a nasze upodobania, pełniej i obiektywniej określają nas samych niż słowa.
Aby obraz był pełniejszy pozwolę sobie zaprosić Was pod ten adres: http://obiektywnie.blog.onet.pl/Stawki-rodzinna-wies-Stefana-S,2,ID391718075,n , autor pięknie opisuje miejsca, które chcę Wam pokazać.
Mam świadomość, mojej fotograficznej amatorszczyzny, ale co tam! Usprawiedliwię się przysłowiem:    
"nie to ładne, co ładne ale to, co się komu podoba".

Niedawno wybraliśmy się z mężem w moje rodzinne strony. Podstawowym punktem programu jest oczywiście wyprawa na ryby. Normalnie "Moje szczęście", jak nie musi, to nie wstaje o świcie ale wędkarstwo wymaga poświęceń, nawet pobudki o 3.00 nad ranem :).  Wstało "Moje szczęście", ja też się obudziłam i wykorzystałam czas na oglądanie mojego pogranicza w porannej mgle.


 

Zarośla na horyzoncie, to już nie Polska, to Białoruś.

 Parująca rzeka Bug


To tyle na dzisiaj:) będzie ciąg dalszy, bo pradolina Bugu, to fascynujące miejsce, jeszcze nie oblegane przez masową turystykę, dlatego tak dzikie i naturalne. Polecam obrazy Stanisława Baja - on też jest zafascynowany tą rzeką. Jego obrazy są mroczne, ale mogłabym na nie patrzeć i patrzeć.
Już wiecie, że kocham to miejsce i zapraszam wszystkich. Do zobaczenia nad Bugiem :).

niedziela, 8 lipca 2012

Egzotyczny bukiet


To był, jakiś nieznany mi egzotyczny owoc, teraz wyrosły w nim kwiaty.

W bukiecie znajdują się kwiaty wykonane dwiema różnymi technikami ganutell. Czerwone i liliowo-fioletowy, wykonałam tzw. techniką molla. Kwiaty żółto-czarne i różowy zrobiłam, wg. mnie trudniejszą techniką, polegającą na formowaniu płatków kwiatu z nici skręconej z ciniutkim drutem.

sobota, 30 czerwca 2012

Niebieska butelka

Zrobiłam wcześniej dwie butelki, zrobiłam i trzecią. Jak ma się dwie zaprzyjaźnione sąsiadki, to wiadomo....:)
Butelka miała być kolorowa

i jest kolorowa
Ale oprócz pokazania niebieskiej butelki, chcę Wam jeszcze opowiedzieć o jednej z moich tzw. fanaberii, czyli  o kurach, a właściwie o pisklęciu odrzuconym przez matkę.

Zaczęło się tragicznie: dwa pisklęta wpadły w jakąś kleistą maź.


Na szczęście przy pomocy mąki zmieszanej z kaszą manną udało się je trochę oczyścić. Jeden wrócił do kwoki, a tego niestety wyrodna matka nie chciała, no i zaczeła się zabawa... 


 Samotny pisklak, pozbawiony swojego stada, piszczał rozdzierająco.
Matka zastępcza w postaci koguta-zabawki niestety nie sprawdziła się :(.


 Pomógł Tofi, który od początku był bardzo zainteresowany sprawą. W pierwszej chwili przestraszyłam się, że zje sierotę, ale okazało się, że nasz pies został kwoką zastępczą. 


Swoją rolę pełnił z oddaniem i całym psim zaangażowaniem. 

Tofi wyprowadza małego na spacer

 Pod czujnym okiem "Tatusia", można bezpiecznie poznawać świat.




Na szczęście, po pięciu dniach, kwoka zdecydowała się przyjąć małego pod swoje skrzydła,

 a Tofi odzyskał wolność.

Kurki biegają po ogrodzie, moja mama dopytuje, po co mi kury jeśli nigdy wcześniej ich nie miałam?  Sama nie wiem; no właśnie - po co mi kury? 

środa, 27 czerwca 2012

Szybka praca

Przyszedł Pan Mąż z pracy i przyniósł zadanie:
Mam wymyśleć prezent. Mąż nie wie, co to ma być, ale mają być ganutelle. Adresatem prezentu będzie osoba duchowna i dobrze by było, gdyby coś w tym stylu... Tyle szczegółów. Oczywiście najważniejsze  na koniec, prezent potrzebny na czwartek, a nasza rozmowa  prowadzona była we wtorek po południu.  Ganutell - technika pracochłonna, czasu mało, pomysłów jeszcze mniej. Bo, co by tu, żeby było i "po linii" i w ogóle. Środowy ranek zaczęłam od wyprawy po sklepach. W jednym ramka, w drugim kawałek aksamitu, w trzecim krzyżyk. Szybki powrót do domu...


I co dalej?

Przymiarka


Jeszcze jedna przymiarka
   Kilkanaście godzin pracy i jest !
efekt końcowy
Mnie się podoba :) jest  "po linii", są ganutelle ale, czy obdarowany będzie usatysfakcjonowany?  Bóg to wie, a ja postąpię, jak bohaterka "Przeminęło z wiatrem" - nie będę o tym myślała.


czwartek, 14 czerwca 2012

Ogród wspomnień

Tak nazywam mój ogród. To nie tylko kawałek ziemi z drzewami, krzewami i kwiatami, ale historia mojego życia. Pamięć o ludziach, miejscach, zdarzeniach. Lubię po nim chodzić, zatrzymywać się, przywoływać w pamięci obrazy. 
Jaśmin - gród mojej babci i wielki krzak jaśminu, który przez otwarte okno wchodził do pokoju. Wieczorem, w całym pokoju pachniało jaśminowo. Jak rodzice przywozili mnie do babci, spałam w tym jaśminowym pokoju. Pod krzakiem zawsze było ciemno i chłodno, i dla mnie; wtedy małego dziecka; było to miejsce tajemnicze i trochę straszne.


Macierzanka (u nas nazywana - czybreć) - pierogi babki Demczuczki. Babka Demczuczka była babką wszystkich okolicznych dzieci, chociaż własnych wnuków nigdy nie miała. Robiła najlepsze ruskie pierogi do których, dodawała macierzankę zbieraną na łakach. Inną wersją pierogów, była wersja ze słodkim serem.Te słodkie pierogi, babka nazywała "wareniki".


 Do babki, biegało się też po rabarbar. Z jego ogromnych liści robiłyśmy parasole.


Szparag zwany paprotką - stary drewniany dom sąsiadów i ogródek z wielką paprotką (większą ode mnie). Ta roślina była  przedmiotem mojego pożądania, w naszym ogrodzie jej nie było.


Lepnica - widok rozległych łąk w kolorze biało - różowym, bowiem razem z nią kwitła, różowa firletka poszarpana i biała wiązówka bulwkowa o miodowym zapachu. 


Goździk kartuzek (mój ulubiony kwiatek) - przydrożne rowy po drodze ze szkoły. Zrywałyśmy te drobne czerwone kwiatki i robiłyśmy bukiety. 

Razem z goździkiem, rosła szałwia łąkowa. Jej niebieskie kwiaty odrywałyśmy od łodygi i wysysałyśmy słodki nektar.


Piwonia - rosła przed moim rodzinnym domem i była dumą mojej babci.
                                                    


Firletka halcedońska - stara wielka brzoza w ogrodzie sąsiadów, a pod nią co rok wyrastało kilka łodyżek, z czerwonymi kwiatkami. Nikt o nią nie dbał, a ona i tak rosła i kwitła.



Naszło mnie dzisiaj na wspomnienia. Deszczowy dzień skłania do nostalgii. 
Minęło wiele lat i te obrazy pozostały już tylko w mojej pamięci. Nie ma już tych ludzi i miejsc, ja bywam tam tylko czasami.  
Miejsca, które pamiętam, wyglądają zupełnie inaczej, może za wyjątkiem widoku z okna mojego rodzinnego domu. 



Zdjęcie robione tuż przed burzą.
Tęskno mi za tym odchodzącym światem.
Dlatego tak bardzo lubię rośliny zabrane z ogrodów mojego dzieciństwa i przywiezione do mojego obecnego ogrodu. Wiem, wiem, niektóre z tych roślin powszechnie uważa się za chwasty, a ja je sadzę  na honorowym miejscu :) Przynajmniej moja mama tak mówi.
Mogłabym długo opowiadać o ogrodzie, bo to taka moja arkadia i ucieczka od codzienności.
Kończę, życząc każdemu "ogrodu dobrych wspomnień".

Niebieskie kwiaty

To już prawie połowa czerwca, a czerwcowych upałów i słońca, jak na lekarstwo. Czekając na ciepło i słońce, zrobiłam kwiaty do kapelusza. Może w ten sposób przyciągnę słońce i letnie upały.