czwartek, 9 sierpnia 2012

Broszka Anny

Moja przyjaciółka lubi fiolet, zrobiłam jej broszkę w tym kolorze.
Użyłam do tego muliny i posrebrzanego drutu.
Broszka ma wymiary: wysokość - 10cm, szerokość - 6cm.
Wygląda dość krucho i delikatnie ale w rzeczywistości jest  wystarczająco sztywna, by nosić ją bez obaw o deformację.





A tu z rozpędu, wyszły jeszcze takie tulipanki. Nie specjalnie jestem z nich zadowolona, to połączenie żółci z czerwonym... ale co tam, pokażę Wam. Nie wszystko musi się udawać.



Dziękuję Wam, moje drogie za odwiedziny, życzę miłego dnia.


wtorek, 7 sierpnia 2012

Tulipan

Miała być ozdoba męskiego pokoju, wiadomo, że nie będzie podlewał :)

Moje pogranicze - posagowa skrzynia

Witajcie po małej przerwie:)
Zajęta byłam goszczeniem mojej przyjaciółki.
Pisałam we wcześniejszym poście, że namówiłam mamę do pokazania pamiątek ze skrzyni posagowej. W domu rodzinnym mamy, każdej z córek (było ich cztery) przygotowywano wyprawę ślubną, którą składano do skrzyni posagowej. Po ślubie, taką skrzynię młoda  mężatka zabierała  do swojego nowego domu. W dzieciństwie nie wolno mi było otwierać skrzyni, pewno z obawy, by ciężkie wieko nie przytrzasnęło rąk.
Teraz jestem już wystarczająco dorosła i mogę zajrzeć do tej wielkiej skrzyni.  "Na oko" -  80cm szerokości, 100cm wysokości i 150cm długości, jest naprawdę imponujących rozmiarów.

Jest trochę zniszczona, ale ma już swoje kilkadziesiąt lat.
 
Wnętrze, które w dzieciństwie, zawsze mnie ciekawiło.

Największy skarb mojej mamy. Tzw. płachta, wykonana własnoręcznie przez jej mamę a moją babcię 

Aby wykonać ten kawałek materiału, najpierw trzeba było posiać len, uzyskać z niego włókno, uprząść nici na kołowrotku, następnie ufarbować na odpowiednie kolory, przygotować osnowę i utkać na krośnie. Na koniec, już tylko podszyć i to też ręcznie.  
Dziesiątki godzin żmudnej pracy wykonała babcia, aby przygotować córce prezent.

Niżej obrusy wykonywane przez moją babcię i mamę. 
Siatka jest z samodziałowych lnianych nici. Siatkę obrusa wiązano na drewnianej ramie, a następnie wyszywano wzór. Obrusy mają chyba nie mniej niż 70 lat.






Trochę nowsze  wyroby rękodzielnicze.
Zgodnie z rodzinną tradycją, moja wyprawa posagowa i moje największe skarby:

Tkane przez moją mamę, wełniane narzuty
Podobnie jak babcia, mama również od początku do końca, zrobiła te narzuty własnymi rękami. Poczynając od wyhodowania owiec, ostrzyżenia ich, uprzędzenia z wełny nici, a następnie utkaniana na wielkich drewnianych krosnach, które pamiętam, zimą stały w jednym z pokoi.

Ręcznie tkana poszewka na poduszkę



Bieżnik i serwetki, tkane ręcznie



    
Haftowane krzyżykami ręczniki

                                                                                    






Pisząc o rodzinnej tradycji, głęboko zastanawiam się, co ja mogłabym dać swojemu dziecku, prócz pamiątek wykonanych przez wcześniejsze pokolenia kobiet w rodzinie.  Czy moje dziecko,  z podobnym pietyzmem będzie przechowywało, dzieła stworzone rękami mamy, babci, prababci i praprababci :))).




wtorek, 24 lipca 2012

Moje pogranicze - rzeka


Wychowałam się nad rzeką graniczną i mam "syndrom jednego brzegu" .
Setki, tysiące razy przejeżdżałam przez mosty na różnych rzekach i za każdym razem, przekraczaniu rzeki towarzyszy uczucie zdumienia że jest to możliwe. W dzieciństwie, zakodowało mi się w głowie że nad rzeką można przebywać tylko na jednym brzegu.  Drugi brzeg mimo że oddalony o kilkanaście metrów był i jest nieosiągalny.
Kilka zdjęć mojej rzeki, która ma tylko jeden brzeg :)). 

Trzeba zejść na łąkę i pójść prosto przed siebie.

 Dojdziesz do tego miejsca a dalej już tylko rzeka
                          



Nad rzeką, "Moje szczęście" łowi ryby


Jednak nie tylko rzekę chciałam Wam pokazać. Zrobiłam  prezent mojej mamie, oto on:



 To pewno przychodzi z wiekiem.  Coraz bardziej doceniam rozmowy z rodzicami, opowieści o historii rodziny, okolicy, znajomych.  Toteż kolejny wyjazd w rodzinne strony spędziłam na pogawędkach o przeszłości.  Namówiłam mamę do otworzenia starej skrzyni posagowej w której, od lat gromadzi różne rodzinne "skarby" ale to temat na następny post:)).





czwartek, 19 lipca 2012

A jednak się zdarza...

Wróciłam wczoraj z zakupów i okazało się że w jednym ze sklepów, policzono mi dwukrotnie ten sam towar. Nie powiem, trochę mnie to ruszyło ale trudno. "Po odejściu od kasy reklamacji nie uznaje się".  Siedziałam, myślałam i wymyśliłam... żądanie reklamacji?  Powinnam była reagować od razu a że ja, gapa i kiepska z matematyki - moja strata. Reakcja na nieprawidłowość? Owszem. Od pomysłu do realizacji, w moim przypadku droga nie jest długa:). Zadzwoniłam do sklepu, zaznaczając że nie upominam się o zwrot kasy, informuję jedynie o zdarzeniu.  O dziwo, potraktowano sprawę poważnie.  Zapewniono, że sprawdzą i oddzwonią. Po godzinie, zadzwonił  przedstawiciel sklepu z przeprosinami i zaproszeniem po zwrot nadpłaconej kwoty.
To jeszcze nie wszystko. Wczoraj miałam naprawdę dobry dzień:)).
Po tym telefonie, zadzwoniła pani z firmy ubezpieczeniowej w kórej, od lat ubezpieczamy nasze nieruchomosci i pojazdy. Pani na wstępie zapytała, czy już opłaciłam polisę za moje auto, bo jeżeli nie, to bardzo dobrze. Kwota do zapłaty będzie sporo niższa. Nie uwzględniono wszystkich moich zniżek.
No i proszę wystarczą dwa telefony i życie staje się cudne, a ludzie krysztłowej uczciwości.

To wszystko, pewnie dlatego że wcześniej, spotkałam nad stawem zaklętą księżniczkę :))




wtorek, 17 lipca 2012

Irys

Witam serdecznie wszystkich, zaglądających do mnie. Miłego dnia:))

Irys, zrobiłam go dość dawno ale jeszcze nie pokazywałam.





Już chyba o tym wspominałam. W ganutell  rozróżnia się dwa sposoby tworzenia kwiatów lub innych form.  
  1. Molla     - podstawą jest spirala, której nadaje się żądany kształt a następnie owija nicią.  
  2. Ganutell - w tym sposobie, formę tworzy się z  metalonici, czyli nici mocno skręconej z cieniutkim drutem.
Na Malcie używa się drutu o przekroju 0,2mm. U nas, nie spotkałam drutu o tym przekroju.
Z konieczności używam najcieńszego z dostępnych tj. 0,3mm.

Niezależnie od tego, jak piękne sztuczne kwiaty potrafimy stworzyć, to i tak nie ma nic piękniejszego od tego, co stworzyła sama natura.  
O poranku zakwitła chińska róża. Przesyłam ją Wam, mili goście:))





niedziela, 15 lipca 2012

W kolorze błękitu ?

Turkus, mam z  nim problem :). Ja widzę niebieski, mój mąż widzi zielony. Prawda, jak zwykle, jest pośrodku. Turkusowy, to turkusowy i tyle :)).
Poprzednio pokazywałam początek opaski na włosy, właśnie ją skończyłam. Tak wygląda.






Zastanawiam się, czy przypadnie do gustu małej, ciemnowłosej księżniczce.
Nie wiem, jak Wy, ale ja mam trudność z pokazywaniem moich prac. Niby jestem zadowolona z końcowego efektu lecz w głębi czai się niepewność.
Z tą niepewnością i brakiem wiary we własne siły, polecam się Waszej ocenie.