niedziela, 21 października 2012

Ostatni prezent

Róża
Zrobiłam ją w czasie wyjazdu męża. Miał ją zobaczyć po powrocie - nie zobaczył...
Dałam Mu ją w tę najdłuższą z podróży.






Myślałam, że nie zrobiłam zdjęcia. Dzisiaj po raz pierwszy sięgnęłam po aparat i okazało się, że jednak jest.

poniedziałek, 15 października 2012

Patrzę z boku...

Zbieram z podłogi klocki rozsypane przez wnuczkę i odnoszę tę czynność do mojej obecnej sytuacji.
Próbuję wyciszyć na chwilę emocje i włączyć rozum. I jak na moment uda mi się ta sztuka, to mówię sobie: jesteś dużą dziewczynką, pozbieraj swoje klocki z podłogi i mimo, że Bóg/los/przeznaczenie, jakkolwiek by to zwać, pozbawiło cię części klocków, to z tego co zostało, chyba da się jeszcze coś zbudować.  Możliwe, że będzie to koślawa budowla, ale zacznę układać te cholerne klocki od nowa. Wierzę Wojtkowi, że Raj dalej jest Rajem. Violi i Jaskółce, że potrzeba czasu, by ból złagodniał. W chwilach dominacji rozumu nad emocjami wiem, że nie ja pierwsza i nie ostatnia i wtedy przypomina mi się przysłowie często cytowane przez moją rosyjską przyjaciółkę "iszczi wozmożnosti, nie priczin" szukaj możliwości, nie przyczyn (z powodu, których nie możesz czegoś zrobić). Napisałam w brzmieniu fonetycznym, bo nie mam pojęcia, gdzie w synowskim komputerze szukać cyrylicy:))
To takie moje pomysły, jak staję obok siebie i patrzę z boku. Obiecuję sobie, że od zaraz zaczynam składać moje klocki w nową budowlę, jeszcze nie wiem, czy wyjdzie z tego dom, czy szopa ale może ważny jest sam proces budowy....
Sama dziwię się temu, co piszę, może fakt, że na kilka dni wyjechałam z domu do Bielska-Białej do syna (wczoraj były drugie urodziny mojej wnuczki) pozwolił mi na inne spojrzenie na rzeczywistość?.

czwartek, 11 października 2012

Uwięziona w raju


Jeszcze nie mogę w to uwierzyć, że tak w jednej chwili może runąć całe życie, że miejsce o którym dotychczas my sami i wszyscy nas odwiedzajacy mówili " kawałek raju", stanie się moim ciężarem.










Widok z okna

Widziane z okna
 

Widziane z okna

       




Tofi też tęskni za panem
                                   
W tym raju zostałam sama z Tofim i już wiem, że na pewno tu nie zostanę. Wracam do miasta

wtorek, 2 października 2012

Uczę się żyć


".... widać można żyć bez powietrza"( M. Pawlikowska -Jasnorzewska) przekonuję się o tym każdego poranka, kiedy się budzę.
Kiedyś zobaczyłam w sklepie reprodukcję (niestety bez nazwiska autora), urzekła mnie. Ten obraz wciągał, zapraszał.
Światło w oknie dawało poczucie ciepła i bezpieczeństwa. Chciałoby się wejść z zimowego chłodu do tego ciepłego domu i zostać tam. Kupiłam obraz i powiesiłam tak, by był pierwszym widokiem po przebudzeniu, mogłam na niego patrzeć i patrzeć. Dalej patrzę na ten sam obraz, ale w oknie nie widzę światła. 

źródło: internet

Dziękuję wszystkim za wsparcie, Wasze komentarze przywracają mnie do rzeczywistości i są mi bardzo, bardzo potrzebne, bo uczę się żyć.  Bez mojego ciepłego, bezpiecznego miejsca na ziemi
i bez punktu odniesienia.





poniedziałek, 24 września 2012

Zanim rozpadł się świat...

Ten post miał być odpowiedzią na wcześnieszy "Nie wiem co powiedzieć", nie zdążyłam go wtedy opublikować... Po części stracił swoją aktualność, ale podziękowania są aktualne, więc go publikuję.



Dziękuję za wsparcie. Słowa mają wielką moc, mogą ranić, ale mogą też dawać siłę. Wasze słowa, podbudowują moją nadwątloną odporność psychiczną. Dziękuję:))

Nastrój już mam lepszy, chociaż pogoda gorsza:) Deszczowy, pochmurny dzień. Na przekór szarości za oknem, zrobiłam słoneczne kwiatki.  Z dedykacją wszystkim, sprzeciwiającym się głupocie i podłości.





czwartek, 20 września 2012

Czas przeszły...

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego...

ks. Jan Twardowski 
 Śpieszyłam się kochać mojego męża. Śpieszyliśmy się wzajemnie kochać siebie. Myślałam, że mamy przed sobą wspólną starość. Myliłam się, jak bardzo się myliłam.... Obcy głos w telefonie sprawił, że świat wybuchł  i przestał istnieć. Nie ma mojego męża, a ja nie wiem jak dalej żyć.
Wraz z Nim pożegnam całe moje szczęście, miłość i radość. Był najlepszą częścią mojego życia.
Nawet nie mam siły zadawać sobie pytania "dlaczego", to inni je zadają. Słyszę wtedy słowa mojego Andrzeja "wszystko jest po coś", ale ja nie wiem, czy  to prawda.
Oni mi mówią:  masz dla kogo żyć, masz syna, masz wnuczkę, ale czy można żyć bez powietrza....
 

 Minęło trzynaście dni. To już czas przeszły, a dalej... nie wiem....

czwartek, 6 września 2012

Nie wiem co powiedzieć..

Wybaczcie, na początek muszę się wygadać, chociaż nie wiem co powiedzieć...
Już tak mam, że przejawy ludzkiej bezduszności, braku empatii, hamstwa, bezczelności i arogancji obezwładniają mnie. Spotykając się z czymś takim dostaję stuporu i nie potrafię reagować natychmiast, lub reaguję w sposób, wg. mnie,  nieodpowiedni do sytuacji. Myśli, słowa i reakcje, przychodzą później.
Przeczytałam wczoraj wypowiedź Krowina Mikke (celowo nie użyłam słowa "pana" Korwina Mikke) na temat niepełnosprawnych sportowców. Generalnie wypowiedź dotyczy ludzi niepełnosprawnych i ich miejsca w społeczeństwie. I nie wiem, co mam powiedzieć, zadaję sobie retoryczne pytania jak można....
jak można być tak bezdusznym. Jakim człowiekiem (czy na pewno człowiek to właściwe określenie?) trzeba być, by mieć takie poglądy i taką wizję świata. Jakim prawem odmawia miejsca w społeczeństwie innym ludziom, którzy wcale nie są gorsi od nas pełnosprawnych. Dotknęło mnie to do żywego. Zastanawiam się, czy gdyby ktoś z członków jego rodziny został niepełnosprawny, lub urodziłoby mu się niepełnosprawne dziecko, to co, zrzuciłby je ze skały jak Spartanie? I tu mam dylemat moralny, bo moje emocje życzą mu doświadczenia niepełnosprawności, a rozum mówi, że nawet najgorszemu wrogowi nie można tego życzyć.
Zdaję sobie sprawę, że moja dezaprobata niczego nie zmieni, ale nawet "kropla drąży skałę" i w ramach mojej osobistej niezgody, od dzisiaj przestaję być wierną czytelniczką "Angory", w której Korwin Mikke publikuje swoje felietony.

Zapytacie, dlaczego tak mnie to zabolało? No cóż, Korwin Mikke odmawia miejsca w społeczeństwie również mojemu dziecku, które jest mądre, odpowiedzialne, wykształcone (na poziomie uczelni wyższej), pracuje i nie jest ciężarem dla społeczeństwa. Jest jednak niepełnosprawne - głuche. A może jednak ja, matka niepełnosprawnego dziecka mam moralne prawo, by przynajmniej zastanawiać się nad tym, czy gdyby jego dziecko lub wnuk był niepełnosprawny, czy też z taką bezwzglądnością, głosiłby swoje poglądy?

Wybaczcie proszę te  osobiste emocje, ale to strasznie boli :(


Obiecałam pokazać spinkę z fryzurą - proszę bardzo :)



A tutaj, kudłaty kurczaczek.