poniedziałek, 24 września 2012

Zanim rozpadł się świat...

Ten post miał być odpowiedzią na wcześnieszy "Nie wiem co powiedzieć", nie zdążyłam go wtedy opublikować... Po części stracił swoją aktualność, ale podziękowania są aktualne, więc go publikuję.



Dziękuję za wsparcie. Słowa mają wielką moc, mogą ranić, ale mogą też dawać siłę. Wasze słowa, podbudowują moją nadwątloną odporność psychiczną. Dziękuję:))

Nastrój już mam lepszy, chociaż pogoda gorsza:) Deszczowy, pochmurny dzień. Na przekór szarości za oknem, zrobiłam słoneczne kwiatki.  Z dedykacją wszystkim, sprzeciwiającym się głupocie i podłości.





czwartek, 20 września 2012

Czas przeszły...

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego...

ks. Jan Twardowski 
 Śpieszyłam się kochać mojego męża. Śpieszyliśmy się wzajemnie kochać siebie. Myślałam, że mamy przed sobą wspólną starość. Myliłam się, jak bardzo się myliłam.... Obcy głos w telefonie sprawił, że świat wybuchł  i przestał istnieć. Nie ma mojego męża, a ja nie wiem jak dalej żyć.
Wraz z Nim pożegnam całe moje szczęście, miłość i radość. Był najlepszą częścią mojego życia.
Nawet nie mam siły zadawać sobie pytania "dlaczego", to inni je zadają. Słyszę wtedy słowa mojego Andrzeja "wszystko jest po coś", ale ja nie wiem, czy  to prawda.
Oni mi mówią:  masz dla kogo żyć, masz syna, masz wnuczkę, ale czy można żyć bez powietrza....
 

 Minęło trzynaście dni. To już czas przeszły, a dalej... nie wiem....

czwartek, 6 września 2012

Nie wiem co powiedzieć..

Wybaczcie, na początek muszę się wygadać, chociaż nie wiem co powiedzieć...
Już tak mam, że przejawy ludzkiej bezduszności, braku empatii, hamstwa, bezczelności i arogancji obezwładniają mnie. Spotykając się z czymś takim dostaję stuporu i nie potrafię reagować natychmiast, lub reaguję w sposób, wg. mnie,  nieodpowiedni do sytuacji. Myśli, słowa i reakcje, przychodzą później.
Przeczytałam wczoraj wypowiedź Krowina Mikke (celowo nie użyłam słowa "pana" Korwina Mikke) na temat niepełnosprawnych sportowców. Generalnie wypowiedź dotyczy ludzi niepełnosprawnych i ich miejsca w społeczeństwie. I nie wiem, co mam powiedzieć, zadaję sobie retoryczne pytania jak można....
jak można być tak bezdusznym. Jakim człowiekiem (czy na pewno człowiek to właściwe określenie?) trzeba być, by mieć takie poglądy i taką wizję świata. Jakim prawem odmawia miejsca w społeczeństwie innym ludziom, którzy wcale nie są gorsi od nas pełnosprawnych. Dotknęło mnie to do żywego. Zastanawiam się, czy gdyby ktoś z członków jego rodziny został niepełnosprawny, lub urodziłoby mu się niepełnosprawne dziecko, to co, zrzuciłby je ze skały jak Spartanie? I tu mam dylemat moralny, bo moje emocje życzą mu doświadczenia niepełnosprawności, a rozum mówi, że nawet najgorszemu wrogowi nie można tego życzyć.
Zdaję sobie sprawę, że moja dezaprobata niczego nie zmieni, ale nawet "kropla drąży skałę" i w ramach mojej osobistej niezgody, od dzisiaj przestaję być wierną czytelniczką "Angory", w której Korwin Mikke publikuje swoje felietony.

Zapytacie, dlaczego tak mnie to zabolało? No cóż, Korwin Mikke odmawia miejsca w społeczeństwie również mojemu dziecku, które jest mądre, odpowiedzialne, wykształcone (na poziomie uczelni wyższej), pracuje i nie jest ciężarem dla społeczeństwa. Jest jednak niepełnosprawne - głuche. A może jednak ja, matka niepełnosprawnego dziecka mam moralne prawo, by przynajmniej zastanawiać się nad tym, czy gdyby jego dziecko lub wnuk był niepełnosprawny, czy też z taką bezwzglądnością, głosiłby swoje poglądy?

Wybaczcie proszę te  osobiste emocje, ale to strasznie boli :(


Obiecałam pokazać spinkę z fryzurą - proszę bardzo :)



A tutaj, kudłaty kurczaczek.

poniedziałek, 3 września 2012

Złoto-srebrny kwiat

Spinka do włosów już jest, fryzury jeszcze nie ma:))
W zamyśle, ma podtrzymywać upięte włosy. Niestety nie pokażę Wam, jak to wyglądało po upięciu włosów, bo sama nie widziałam.  Młoda (moja synowa) śmignęła do fryzjera, a potem od razu na ślub przyjaciół.


Dziękuję za wszystkie dotychczaswoe odwiedziny i pozostawione ślady, w postaci komentarzy. Pozdrawiam serdecznie:))

wtorek, 21 sierpnia 2012

Droga


Ganutellowy kwiatek - sabotek. Tym razem użyłam bawełnianych nici.



Moje pierwsze kroki z programem do obróbki zdjęć:))

Post nosi tytuł "Droga" i ma bezpośredni związek z naszym ostatnim wyjazdem na Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa.

Po przejściu na stronę ukraińską, pojechaliśmy ok. 25 km dalej nad jezioro Świtaź.  Przez granicę można było przejść tylko pieszo, wyjazd nad jezioro zorganizowaliśmy sobie korzystając z oferty, jednego z miejscowych kierowców.  Potem okazało się, że nasz kierowca pochodzi z głębi Ukrainy, a nad jeziorem spędza urlop i korzysta z możliwości dodatkowego zarobku.  Wracając do tematu - jedziemy sobie całkiem niezłą drogą i w pewnym momencie zostaliśmy zatrzymani (tzn. kierowca zatrzymał się przy innym samochodzie, który "złapał gumę"). Po chwili rozmowy z kierowcą uszkodzonego pojazdu, dał im swoje koło zapasowe i numer telefonu. Na pytanie, czy to jego znajomy, odpowiedział:  Nie, ale to jest droga, jest kłopot, trzeba pomóc. Być może kiedyś, ja będę w potrzebie i też będę oczekiwał pomocy, obiecał wieczorem przywieźć mi moje koło. Przyznaję, zachwyciła mnie jego postawa. Więcej takich ludzi, a moja naiwna wiara w ludzką dobroć i bezinteresowność nie zginie:))


Przekraczamy granicę


Już jesteśmy na Ukrainie


Skarby z jeziora

Skarby z jeziora cd.
 Sprzedawca pozwolił na fotografowanie, ale bez niego "..bo stary i brzydki" . Spełniłam prośbę.


Jezioro Świtaź - wyspa na jeziorze

Widok od strony ośrodka wypoczynkowego

Jak okiem sięgnąć - woda. Piękne jezioro, dzikie, czyste, bez tłumu wczasowiczów.


Na przyszły rok planujemy czterodniowy pobyt na jeziorem a nie, jak teraz, tylko na godzinę. Plan mamy taki: jedziemy pierwszego dnia, jak tylko otworzą przejście. Samochód zostawiamy u jakiegoś gospodarza na polskej stronie i na piechotę z plecakami idziemy na Ukrainę. Łapiemy podwózkę nad jezioro, wynajmujemy pokój na cztery dni i odpoczywamy. tzn. moje szczęście łowi ryby od rana do nocy, a ja zwiedzam okolicę i pobliskie miasteczko Szack. Trzymajcie kciuki, aby marzenia się spełniły:))

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Broszka Zofii

Tym razem świetlista, błyszcząca, bo takie było zamówienie mojej koleżanki.






Broszka ma 10cm wysokości od ogonka do czubka pączka i 7 cm szerokości.  Zrobiłam ją z błękitnych jedwabnych nici skręconch ze srebrnym drucikiem. Najmniejsze płatki kwiatu ze srebrnego drutu. Całość łączona szklanymi koralikami.

Rano spojrzałam przez okno i zobaczyłam to... inwazję dzikich kaczek.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Błekitne orchidee

 Witam serdecznie wszystkich zaglądających :))
Już dawno zaczęłam i jakoś nie mogłam skończyć tych kwiatów. Nareszcie są i chyba całkiem nieźle mi wyszły. Zamieszczam kilka różnych zdjęć, bo nie wiem, które zasługuje na publikację. Oceńcie, proszę sami:)


                               


Orchidee w ramce. 
Ramka znaleziona przy okazji porządkowania strychu w domu teścia. Pierwotnie ramkę zajmował całkowicie wyblaknięty obrazek z serii  "Pamiątka Pierwszej Komunii" z datą 1939r. Szkoda mi było wyrzucić, zabrałam więc do siebie. Po usunięciu tejże "pamiątki", na tylnej ściance odkryłam metkę zakładu ramiarskiego z datą produkcji 1936r. Niestety całość była w tak złym stanie że zachowałam jedynie ramkę. Gdyby nie ta metka, do dziś żyłabym w przekonaniu że z braku innych możliwości,  dziadek zrobił ramkę z tego, co było pod ręką, a tu niespodzianka. Masowa przedwojenna produkcja.