środa, 15 października 2014

Spotkanie

Przyjechała Viola i otworzyła swój czarodziejski kuferek.

Lepiej opowiem od początku:)) Kiedyś Viola zaproponowała spotkanie, jak przyjadę do Bielska Białej do syna. Trwało kilka miesięcy, zanim wybrałam się z wizytą do dzieci i oczywiście skontaktowałam się z Violą. Umówiłyśmy się w Bielsku. Przyznaję miałam tremę, bo co innego spotkanie twarzą w twarz, a co innego spotkania blogowe. Niepotrzebnie, Viola okazała się przemiłą kontaktową osobą. Przegadałyśmy kilka godzin i było tak, jakbyśmy znały się "od dziecka". To był wspaniały dzień! Dziękuję Violu:)) Zachwycone były też, moja synowa i jej mama:)). 

Mama mojej synowej wystroiła się dzisiaj do pracy w koralikowy sznur od Violi. W pracy wszystkie koleżanki pytały skąd takie cudo:))

Oglądam dzieła Violi na blogu, ale widziane w realu prezentują się znacznie piękniej. Eleganckie, dopracowane w każdym szczególe, naprawdę super!
Niżej, podarunki otrzymane od Violi, nie potrafię powiedzieć, który z drobiazgów podoba mi się najbardziej - wszystkie mi się podobają. Ja też założyłam dzisiaj szare kolczyki i zaraz jadę do miasta (niech miejscowe elegantki mi zazdroszczą).




A to Viola podarowała Agnieszce - mojej synowej



Było tak miło, że już planujemy następne spotkanie, jak tylko pozałatwiam wszystkie ważne sprawy i będę miała wolny czas.

niedziela, 12 października 2014

Lilie wodne

Był kiedyś staw.

Na brzegu, rosły pałki wodne, przechadzały się czaple i bociany, wypatrując zdobyczy.


Na słońcu,wygrzewały się żaby. 

Przysiadały nimfy, mieniące się turkusem i zielenią.
http://www.wazki.pl/z/wazki_enallagma_cyathigerum/PM_Obraz0121_273.jpg
https://kolagen.files.wordpress.com/2014/03/p1190979-001d.jpg
Bywało, że na mgnienie oka, zawisał nad wodą, kolorowy klejnocik - zimorodek,
http://www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/3122-lisu/zdjecie/60471
by następnej chwili wpaść do wody
http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2013/07/Zimorodek12.jpg
i  znów, wyprysnąć nad taflę, z maleńką rybką w dziobie.
http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2013/07/Zimorodek1.jpg
Wiosną, gospodarze z niecierpliwością wpatrywali się w wodę. Czekali na pierwsze zielone listki, wyrastające nad powierzchnię wody. Wyrastały powoli, nieśmiało i nigdy nie było wiadomo (przynajmniej przez pierwsze dwa lata od posadzenia),czy przetrwały zimę. Czy, wyrastające liście należą do lilii? Czy, do pospolitych w tym stawie grążeli? Niepostrzeżenie duża część stawu pokrywała się wielkimi, okrągłymi liśćmi. Liście rosły, tłoczyły się. Jedne leżały płasko na wodzie, inne rosły w górę, a jeszcze inne, pozostawały pod wodą. Rosły, tak gęsto, że nie było widać wody. Gospodarze codziennie zaglądali nad staw. Uważnie wpatrywali się w zieloność. Czekali.... 
W końcu, przychodził ten dzień. Pojawiały się pąki. Rosły powoli, niespiesznie wychylały się nad wodę i znowu było oczekiwanie......białe, czy różowe? Różowe! Piękne! Wielbicielki słońca. Otwierały kwiaty tylko w słoneczne dni i zamykały, zaraz po zachodzie słońca. 


Nawet żaby je ceniły, 


Pomiędzy nimi, wciskały swoje małe żółte główki, grążele. Nad tym wszystkim, dumnie królowały brązowe pałki wodne.


Był taki staw.... Pełen kwiatów, kumkających żab, drobnych rybek, na które polowały zimorodki. Nad wodą, unosiły się lśniące, kolorowe ważki. Był taki staw..... 

Czy wyglądał, jak ta miniaturka? Nie, był znacznie piękniejszy.





To miniaturowe wspomnienie zrobiłam, by sprawić komuś przyjemność.

Wybaczcie, że nie wszystkie zdjęcia są moje. Jestem daleko od domu i nie mam dostępu do wszystkich swoich zdjęć. Zresztą zimorodki fotografowane przeze mnie, nie są tak piękne:))

wtorek, 30 września 2014

Turkusowo

Jest!!!! Turkusowe! 





Dla porównania - w nowych i starych barwach.

Z pewnością nie jest doskonałe i profesjonalista miałby się czego czepić, ale jest całkiem moje:)))
Nie była to łatwa praca, przede wszystkim z tego powodu, że nie miałam odpowiednich warunków. Szlifowanie twardego drewna, w kucki na balkonie nie jest najwygodniejszą pozycją:)) Lakierowanie i nowa tapicerka, to bajka w porównaniu ze szlifowaniem. Zrobiłam to w kuchni, plamiąc przy okazji terakotę, ale na szczęście łatwo dała się oczyścić.
Podsumowując, już wiem, że po raz drugi, chyba nie podejmę się takiej pracy. Na pewno nie w tych warunkach:)) chociaż.... mam jeszcze odłożone dwa stare fotele:)))).

sobota, 20 września 2014

Nie myślałam.....

Nie myślałam, że z krzesłami, to będzie taka ciężka praca.  Wszyscy mieliście rację, życząc wytrwałości. Skąd wiedzieliście!????

Od dziesięciu dni nie robię nic innego, tylko zamieniam czarne na białe:))).  Bolą mnie ręce, dostaję pylicy i powtarzam siebie co chwila przysłowie "głupiego robota lubi":))) Na szczęście mój poprzednik od krzeseł poszedł na łatwiznę i czarną farbę nałożył na lakier.




Farba nie wgryzła się w drewno i jak już uda mi się zedrzeć farbę i lakier, ujawnia się piękne bukowe drewno.


Gdybym miała robić to ręcznie, chyba nie dałabym rady. Na szczęście przypomniałam sobie, że mąż kupił kiedyś urządzenie, które ułatwia pracę, ale i tak bolą mnie ręce, bo żeby papier ścierny cokolwiek zdarł, trzeba przycisnąć do podłoża:))) Przy okazji nauczyłam się kilku nowych pojęć np. że papiery ścierne mają różne gramatury:))))
Jestem już w połowie pracy, najgorsze mam za sobą. Wszystkie sześć krzeseł obdarłam z czarnego, zostały trudno dostępne miejsca i to, niestety muszę zrobić ręcznie. Łatwiej i szybciej byłoby, gdyby rozłożyć na czynniki pierwsze, ale są dobrze sklejone i uznałam, że nie należy tego niszczyć, bo nie wiem, czy dałabym radę złożyć je ponownie:)), meczę się wiec w całości.
Potem już tylko nowy lakier, obicie i spocznę na własnoręcznie odnowionych krzesłach, które są dokładnie takie, jak lubię. Lekkie, proste w kształcie i wygodne.  Świetnie wyprofilowane, oparcie jest dokładnie tam, gdzie trzeba, by idealnie podeprzeć zmęczony kręgosłup.
Nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale przyglądam się tym moim "cudom" i myślę, że mimo swoich kilkudziesięciu lat , mają całkiem nowoczesną formę.
Pod siedzeniem zachowała się etykieta, ale daty nie da się odczytać. Przynajmniej wiem, że zawdzięczam je Starachowickim Zakładom Przemysłu Drzewnego.
Nie wiem jeszcze jaki kolor będzie miała tapicerka, ale na pewno jednolity i zdecydowany:)) Możliwe, że coś z odcieni na poduszce, której kawałek widać na fotce.
Pozdrawiam serdecznie. Macham Wam bolącą łapką.


środa, 10 września 2014

Skończyłam

Długo trwało:), sama znudziłam się tym pomysłem, ale jest! Kwiatowy torcik na paterze. Po namyśle wybrałam zieloną paterę. Wyszły kwiatki na trawie:))









Kompozycja idealnie pasuje do mojego pomysłu mieszkania w stylu vintage, które cały czas jest w trakcie realizacji. Co z tego wyjdzie, sama nie wiem, ale mam jedyną okazję pobawić się. Ani umeblowania ani stylu nie traktuję "śmiertelnie poważnie". Założenie jest takie: ma być wygodnie, ma się dużo zmieścić. Muszę upchnąć: druciki, koraliki, wstążeczki, skończone ganutelle, zaczęte ganutelle i jeszcze trochę damskich szmatek:))). Ma być....... nie ma ścisłego planu ani pomysłu:)) Ma być tak, żeby nie szkoda było zmieniać mebli lub zostawiać (kto wie, co jeszcze życie mi szykuje?)  Już zweryfikowałam pomysły, co do szaf i mebli kuchennych, weryfikacja trwa nadal:)))
Na razie znalazłam krzesła - używane, ale w bardzo dobrej formie, mają świetny kształt  i tylko jedną wadę. Piękne bukowe drewno, ktoś pomalował na czarno. Wiem, wiem.... była moda na czarne meble.  Pokażę Wam, jak przywiozę do siebie. Potem trochę mojej pracy z papierem ściernym, nowa tapicerka i krzesła z brzydkich kaczątek; mam nadzieję; zamienią się w łabędzie:)))


czwartek, 28 sierpnia 2014

Jedwab

Nie ma żadnych nowości:) Pracuję nad ukończeniem jedwabnej kompozycji, już niewiele mi zostało. Obecnie prezentuje się tak....
 i w ogółach:))))

 i w szczegółach:)))

Początkowo myślałam, że będzie to feeria barw,  po namyśle zdecydowałam ograniczyć się. Zostały tylko takie kolory.
Ostatnio przeżyłam lekki szok :) Zaplanowałam sobie dwie szafy w zabudowie (takie od sufitu do podłogi)
 i zabudowę kuchni. Zapowiadało się cudnie, znalazłam w internecie ofertę, obejrzałam projekty - podobały mi się:)). Przyszła miła pani z firmy. Taka bardziej artystka - plastyk, jak mówiła o sobie. Pogadałyśmy, pani rozejrzała się, pomierzyła, powiedziała, że widzi moją kuchnię w stylu prowansalskim i za kilka dni przedstawi projekt. Osobiście do Prowansji nic nie mam, ale w mojej kuchni? Nie byłam przekonana. Postanowiłam poczekać na propozycję. W myśl zasady:" może nie wiesz co ci się podoba". W umówionym terminie udałam się do firmy, żeby obejrzeć propozycje i szaf i kuchni, i......
Przedstawiona mi kuchnia była w ciemnobrązowej tonacji od sufitu do podłogi. Moje zdecydowane nie, spotkało się z lekkim oporem. Wykonawczyni, pomysł bardzo się podobał, mój sprzeciw wzbudził niezadowolenie. Ostatecznie przeforsowałam swoje pomysły co do koloru  i stylu. O szafach już nie wspominam, bo jedna, była zaprojektowana ( przy pomocy programów komputerowych, metodą kopiuj-wklej) o drugiej pani zapomniała i zdziwiła się, że miała być. Przebrnęłyśmy i przez ten problem. Teraz miałam dwa dni poczekać na przedstawienie wyceny. No to poczekałam...... za dwie szafy o wymiarach 160x270 i 110x270, oraz przestrzeń kuchenną o wymiarach 140x110, miałabym zapłacić około piętnastu tysięcy złotych. To jest cena tylko szafek i ich montażu, bo sprzęt AGD i jego montaż to już inna bajka. Moja decyzja: to ja dziękuję za wycenę, jeszcze się zastanowię:)))))))))
Wyszłam z firmy i do dzisiaj myślę, czy ja mam taki drogi gust, czy Pani uznała, że jestem jednak kompletną idiotką, a może i tego boję się najbardziej - zupełnie straciłam kontakt z rzeczywistością i nie mam pojęcia o cenach.  Dałam sobie na wstrzymanie, i ochłonięcie a jak już dojdę do siebie:)) zacznę sprawdzać inne oferty.


środa, 20 sierpnia 2014

Stoliczek

Ostatnio mnóstwo czasu spędzam na oglądaniu mebli. Wczoraj nawet poświęciłam pół dnia na zwiedzanie sklepów z meblami. Byłam w czterech. Na więcej nie miałam siły. Efekt? Niewiele zatrzymało moją uwagę, a to, co zatrzymało, rzucało na kolana z powodu ceny. Zauważyłam sporo mebli w stylistyce lat 50/60, to chyba jakiś nowy trend:)) bo są bardzo drogie. Podobałymi się, delikatne, lekkie, w sam raz do mojego obecnie niewielkiego mieszkania, ale ta cena:)) 

Wizyta w tzw. "Salonach meblowych", zakończyła się wizytą na portalach ogłoszeniowych. Za ułamek ceny, którą zapłaciłabym za nowy, w podobnym stylu mebelek, stałam się dumną posiadaczką stolika kawowego ze świdnickiej fabryki mebli, wyprodukowanego w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.Wszystko wskazuje na to, że moje nowe mieszkanie będzie miało design - bardzo modnie to brzmi:)))))), ale przestańmy się wygłupiać. Mikołaj Rej powiedział:  " ...iż, Polacy nie gęsi, iż swój język mają " dlatego moje mieszkanie, najprawdopodobniej będzie miało wystrój ( inspirowany) wzorowany na latach sześćdziesiątych XX wieku. Wieczorem uświadomiłam sobie, że do kompletu, mam u rodziców stolik pod telewizor dokładnie w tym samym stylu - brązowy blat i półka, czarne okrągłe nóżki. Muszę koniecznie zamienić się z rodzicami na stoliki RTV:))  Mama powie, iż zwariowałam. Zamiast kupić coś nowoczesnego, zbieram stare graty. Co tam! Wolno mi! Jestem kobietą po przejściach, mogę mieć chwile szaleństwa:)))



 Stoliczek mam, a na stoliczku prawie skończony pomysł, który zaczęłam realizować kilka miesięcy temu. Docelowo, kompozycja ma być umieszczona na szklanym kloszu, na wysokiej nóżce i przykryta szklaną kopułką. Jeszcze trochę muszę nad tym popracować. Kwiaty robię z jedwabnej przędzy, jest to bardzo pracochłonne. Jedwab jest tak cieniutki, że przy sztucznym świetle, prawie go nie widzę, trudno się robi.
                          


Teraz potrzebuję stołu i krzeseł w tej stylistyce.  Kończę pisać. Wybieram się na poszukiwania:)))
 ".... ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?....
Pozdrawiam Was serdecznie.