piątek, 7 listopada 2014

Zielone kowbojki

Zainspirowała mnie Viola, przysyłając mojej "Nowej wnuczce" śliczne różowe buciki:))
Postanowiłam i ja zmierzyć się z drutami. Pogrzebałam po przestworzach internetu i ...... to jest efekt mojej pracy odtwórczej. 

 Pierwsze urzekły mnie kowbojki. Nie powiem ile razy prułam:))). ale w końcu zrozumiałam schemat.

 Potem znalazłam wzór na "Zefirki", też nie mogłam się oprzeć.

 Z rozpędu wyszły jeszcze jedne różowe. Okazały się bardziej skomplikowane, gdyż podeszwy trzeba było zrobić oddzielnie i potem połączyć razem.

Te maleńkie czerwone, prułam chyba z dziesięć razy. Niby znam rosyjski :)), okazało się, nie na tyle, by z marszu zrozumieć, jak wykonać ten warkoczyk. W końcu zrozumiałam i oto efekt:))
To wszystko dla "Nowej wnuczki", ale przecież "Stara wnuczka" mimo, że "Stara", również potrzebuje uwagi babci, może nawet więcej.

 
Ona, otrzymała łaciatego kotka. Teraz z nim sypia:)


 

 
I tak, kierując się potrzebą chwili, zostałam dziewiarką.  Moje ganutelle muszą poczekać aż wrócę do siebie do domu.
Przepraszam, że nie podaję dokładnych namiarów na autorów wzorów, ale tak zakręciłam się tymi bucikami, że nie zostawiłam sobie linków do stron oryginałów.

Bardzo spodobało mi się robienie tych drobiazgów, chyba poszukam jeszcze czegoś ciekawego:)
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.

poniedziałek, 27 października 2014

Cudeńka Violi

Nic nowego nie zrobiłam, w oczekiwaniu na nową wnuczkę; stara wnuczka, jest już stara, ma cztery lata; nie miałam głowy do robótek:))
Za to opowiem o Violi. Przyjechała Viola, było przesympatycznie - to już wiecie.  Popatrzyła, że w domu jest młoda dama, druga młoda dama w drodze....
Pojechała do domu, a za kilka dni, listonosz przyniósł przesyłkę na mój Bielski adres. 
W kopercie było to:

 Cudne buciczki i bransoletka w kwiatki.

 "Stara" wnuczka natychmiast ubrała się w bransoletkę, przy okazji trzeba było zmienić sukienkę, bo poprzednia, nie pasowała do bransoletki:))).

Buciki "nowej wnuczki", Lenka oceniła bardzo wysoko:)))

Wiadomość z ostatniej chwili!!!
Prawie ostatniej, bo z wczoraj, ale wczoraj emocje kompletnie  mnie wyczerpały. 
Mam drugą wnuczkę - IGĘ
Kochani , tyle na dzisiaj, lecę do szpitala przyglądać się "nowej" wnuczce.

Violu, jesteś wspaniałą ciepłą kobietą. Dziękuję, a Lenka przesyła buziaki:)))

środa, 15 października 2014

Spotkanie

Przyjechała Viola i otworzyła swój czarodziejski kuferek.

Lepiej opowiem od początku:)) Kiedyś Viola zaproponowała spotkanie, jak przyjadę do Bielska Białej do syna. Trwało kilka miesięcy, zanim wybrałam się z wizytą do dzieci i oczywiście skontaktowałam się z Violą. Umówiłyśmy się w Bielsku. Przyznaję miałam tremę, bo co innego spotkanie twarzą w twarz, a co innego spotkania blogowe. Niepotrzebnie, Viola okazała się przemiłą kontaktową osobą. Przegadałyśmy kilka godzin i było tak, jakbyśmy znały się "od dziecka". To był wspaniały dzień! Dziękuję Violu:)) Zachwycone były też, moja synowa i jej mama:)). 

Mama mojej synowej wystroiła się dzisiaj do pracy w koralikowy sznur od Violi. W pracy wszystkie koleżanki pytały skąd takie cudo:))

Oglądam dzieła Violi na blogu, ale widziane w realu prezentują się znacznie piękniej. Eleganckie, dopracowane w każdym szczególe, naprawdę super!
Niżej, podarunki otrzymane od Violi, nie potrafię powiedzieć, który z drobiazgów podoba mi się najbardziej - wszystkie mi się podobają. Ja też założyłam dzisiaj szare kolczyki i zaraz jadę do miasta (niech miejscowe elegantki mi zazdroszczą).




A to Viola podarowała Agnieszce - mojej synowej



Było tak miło, że już planujemy następne spotkanie, jak tylko pozałatwiam wszystkie ważne sprawy i będę miała wolny czas.

niedziela, 12 października 2014

Lilie wodne

Był kiedyś staw.

Na brzegu, rosły pałki wodne, przechadzały się czaple i bociany, wypatrując zdobyczy.


Na słońcu,wygrzewały się żaby. 

Przysiadały nimfy, mieniące się turkusem i zielenią.
http://www.wazki.pl/z/wazki_enallagma_cyathigerum/PM_Obraz0121_273.jpg
https://kolagen.files.wordpress.com/2014/03/p1190979-001d.jpg
Bywało, że na mgnienie oka, zawisał nad wodą, kolorowy klejnocik - zimorodek,
http://www.birdwatching.pl/galerie-autorskie/3122-lisu/zdjecie/60471
by następnej chwili wpaść do wody
http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2013/07/Zimorodek12.jpg
i  znów, wyprysnąć nad taflę, z maleńką rybką w dziobie.
http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2013/07/Zimorodek1.jpg
Wiosną, gospodarze z niecierpliwością wpatrywali się w wodę. Czekali na pierwsze zielone listki, wyrastające nad powierzchnię wody. Wyrastały powoli, nieśmiało i nigdy nie było wiadomo (przynajmniej przez pierwsze dwa lata od posadzenia),czy przetrwały zimę. Czy, wyrastające liście należą do lilii? Czy, do pospolitych w tym stawie grążeli? Niepostrzeżenie duża część stawu pokrywała się wielkimi, okrągłymi liśćmi. Liście rosły, tłoczyły się. Jedne leżały płasko na wodzie, inne rosły w górę, a jeszcze inne, pozostawały pod wodą. Rosły, tak gęsto, że nie było widać wody. Gospodarze codziennie zaglądali nad staw. Uważnie wpatrywali się w zieloność. Czekali.... 
W końcu, przychodził ten dzień. Pojawiały się pąki. Rosły powoli, niespiesznie wychylały się nad wodę i znowu było oczekiwanie......białe, czy różowe? Różowe! Piękne! Wielbicielki słońca. Otwierały kwiaty tylko w słoneczne dni i zamykały, zaraz po zachodzie słońca. 


Nawet żaby je ceniły, 


Pomiędzy nimi, wciskały swoje małe żółte główki, grążele. Nad tym wszystkim, dumnie królowały brązowe pałki wodne.


Był taki staw.... Pełen kwiatów, kumkających żab, drobnych rybek, na które polowały zimorodki. Nad wodą, unosiły się lśniące, kolorowe ważki. Był taki staw..... 

Czy wyglądał, jak ta miniaturka? Nie, był znacznie piękniejszy.





To miniaturowe wspomnienie zrobiłam, by sprawić komuś przyjemność.

Wybaczcie, że nie wszystkie zdjęcia są moje. Jestem daleko od domu i nie mam dostępu do wszystkich swoich zdjęć. Zresztą zimorodki fotografowane przeze mnie, nie są tak piękne:))

wtorek, 30 września 2014

Turkusowo

Jest!!!! Turkusowe! 





Dla porównania - w nowych i starych barwach.

Z pewnością nie jest doskonałe i profesjonalista miałby się czego czepić, ale jest całkiem moje:)))
Nie była to łatwa praca, przede wszystkim z tego powodu, że nie miałam odpowiednich warunków. Szlifowanie twardego drewna, w kucki na balkonie nie jest najwygodniejszą pozycją:)) Lakierowanie i nowa tapicerka, to bajka w porównaniu ze szlifowaniem. Zrobiłam to w kuchni, plamiąc przy okazji terakotę, ale na szczęście łatwo dała się oczyścić.
Podsumowując, już wiem, że po raz drugi, chyba nie podejmę się takiej pracy. Na pewno nie w tych warunkach:)) chociaż.... mam jeszcze odłożone dwa stare fotele:)))).

sobota, 20 września 2014

Nie myślałam.....

Nie myślałam, że z krzesłami, to będzie taka ciężka praca.  Wszyscy mieliście rację, życząc wytrwałości. Skąd wiedzieliście!????

Od dziesięciu dni nie robię nic innego, tylko zamieniam czarne na białe:))).  Bolą mnie ręce, dostaję pylicy i powtarzam siebie co chwila przysłowie "głupiego robota lubi":))) Na szczęście mój poprzednik od krzeseł poszedł na łatwiznę i czarną farbę nałożył na lakier.




Farba nie wgryzła się w drewno i jak już uda mi się zedrzeć farbę i lakier, ujawnia się piękne bukowe drewno.


Gdybym miała robić to ręcznie, chyba nie dałabym rady. Na szczęście przypomniałam sobie, że mąż kupił kiedyś urządzenie, które ułatwia pracę, ale i tak bolą mnie ręce, bo żeby papier ścierny cokolwiek zdarł, trzeba przycisnąć do podłoża:))) Przy okazji nauczyłam się kilku nowych pojęć np. że papiery ścierne mają różne gramatury:))))
Jestem już w połowie pracy, najgorsze mam za sobą. Wszystkie sześć krzeseł obdarłam z czarnego, zostały trudno dostępne miejsca i to, niestety muszę zrobić ręcznie. Łatwiej i szybciej byłoby, gdyby rozłożyć na czynniki pierwsze, ale są dobrze sklejone i uznałam, że nie należy tego niszczyć, bo nie wiem, czy dałabym radę złożyć je ponownie:)), meczę się wiec w całości.
Potem już tylko nowy lakier, obicie i spocznę na własnoręcznie odnowionych krzesłach, które są dokładnie takie, jak lubię. Lekkie, proste w kształcie i wygodne.  Świetnie wyprofilowane, oparcie jest dokładnie tam, gdzie trzeba, by idealnie podeprzeć zmęczony kręgosłup.
Nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale przyglądam się tym moim "cudom" i myślę, że mimo swoich kilkudziesięciu lat , mają całkiem nowoczesną formę.
Pod siedzeniem zachowała się etykieta, ale daty nie da się odczytać. Przynajmniej wiem, że zawdzięczam je Starachowickim Zakładom Przemysłu Drzewnego.
Nie wiem jeszcze jaki kolor będzie miała tapicerka, ale na pewno jednolity i zdecydowany:)) Możliwe, że coś z odcieni na poduszce, której kawałek widać na fotce.
Pozdrawiam serdecznie. Macham Wam bolącą łapką.


środa, 10 września 2014

Skończyłam

Długo trwało:), sama znudziłam się tym pomysłem, ale jest! Kwiatowy torcik na paterze. Po namyśle wybrałam zieloną paterę. Wyszły kwiatki na trawie:))









Kompozycja idealnie pasuje do mojego pomysłu mieszkania w stylu vintage, które cały czas jest w trakcie realizacji. Co z tego wyjdzie, sama nie wiem, ale mam jedyną okazję pobawić się. Ani umeblowania ani stylu nie traktuję "śmiertelnie poważnie". Założenie jest takie: ma być wygodnie, ma się dużo zmieścić. Muszę upchnąć: druciki, koraliki, wstążeczki, skończone ganutelle, zaczęte ganutelle i jeszcze trochę damskich szmatek:))). Ma być....... nie ma ścisłego planu ani pomysłu:)) Ma być tak, żeby nie szkoda było zmieniać mebli lub zostawiać (kto wie, co jeszcze życie mi szykuje?)  Już zweryfikowałam pomysły, co do szaf i mebli kuchennych, weryfikacja trwa nadal:)))
Na razie znalazłam krzesła - używane, ale w bardzo dobrej formie, mają świetny kształt  i tylko jedną wadę. Piękne bukowe drewno, ktoś pomalował na czarno. Wiem, wiem.... była moda na czarne meble.  Pokażę Wam, jak przywiozę do siebie. Potem trochę mojej pracy z papierem ściernym, nowa tapicerka i krzesła z brzydkich kaczątek; mam nadzieję; zamienią się w łabędzie:)))